www.integrum-home.pl
Forum dla przyjaciół

ŚWIADECTWA WIARY ORAZ POBOŻNOŚCI - ANDRZEJ

ks. Dariusz Kwiatkowski - 2004-11-15, 4:50 pm
Temat postu: ANDRZEJ
Rodzice Andrzeja dowiedzieli się, że to, co do tej pory było naturalnym sposobem okazywania synowi miłości, może teraz przyczynić się do rozwoju choroby. Dowiedzieli się, że nie wolno im opiekować się własnym synem, bo oznaczałoby to roztoczenie opieki nad jego narkomanią, zapewnienie, jak mówią narkomani, "komfortu brania". Powinni umożliwić mu zdobycie pieniędzy, w ostateczności usunąć z domu. Powinni przekonywać go, że wciąż bardzo go kochają, ale powinni być konsekwentni i zdecydowani, realizować wszystkie groźby. Inaczej narkotyki zrujnują życie ich wszystkich - Andrzeja, rodziców i młodszej córki. W trakcie jednej z rozmów usłyszeli: "On musi to poczuć, zrozumieć, że to nie zabawa. Musi wiedzieć, że umiera. I to musi boleć tak bardzo, żeby narkotyki nie mogły tego bólu usunąć".

Zaczęli chować pieniądze. Cenniejsze rzeczy oddali w depozyt znajomym. Powtarzali: "Bardzo cię kochamy, chcemy ci pomóc, ale już nie możemy ci ufać". Zagrozili usunięciem z domu, jeśli nie przestanie brać. Zrobili to, kiedy nie przestał. "Andrzej miał bardzo dobrą pracę. Dużo zarabiał. Właściciel warsztatu bardzo go lubił i cenił jego umiejętności. Poszłam do niego i powiedziałam: "Mój syn jest narkomanem. Jeśli pan go nie zwolni, zacznie pana okradać. Może także spowodować wypadek, kiedy będzie nietrzeźwy. Proszę go zwolnić." Szef Andrzeja nie mógł zrozumieć, że ja, matka, proszę go o coś takiego. Zaczęłam płakać, próbowałam mu wytłumaczyć, że to konieczne dla dobra Jędrka. On nic nie rozumiał, ale w końcu się zgodził. A my zmieniliśmy zamki w mieszkaniu i w sklepie.

To była zima. Andrzej przychodził czasem do sklepu. Dawałam mu ciepłej zupy. Wiedziałam, że śpi w bramach, w klatkach schodowych. Strasznie się bałam, że złapie HIV-a. Był taki chudy. Strasznie śmierdział. Zjadał tę zupę i mówił: "Mamo, przecież mnie kochasz, pozwól mi wrócić". Nie wiem, skąd miałam siły, żeby mu wtedy mówić: NIE. Siostra mu podawała chleb przez okno, niby w tajemnicy przed nami. A ja powtarzałam: "Możesz wrócić, jeśli zaczniesz się leczyć."

Ojciec Andrzeja pamięta pewien wieczór, niedługo przed Bożym Narodzeniem: "Wsiadałem do samochodu, kiedy do mnie podszedł. Strasznie było zimno, a on nie miał kurtki. Pewnie sprzedał albo mu ukradli. "Tatusiu - tak powiedział, tak cicho mówił - tatusiu, zabierz mnie do domu, proszę". Zatrzasnąłem drzwi do samochodu i odjechałem. Nie pamiętam, jak dotarłem do domu. Ręce mi się trzęsły. Pamiętałem te wszystkie mądre słowa pani psycholog, o współuzależnieniu, że nie wolno się poddawać. Pamiętałem, co mówił nam jeden z trzeźwiejących narkomanów, że każdy musi dotknąć swojego dna, żeby zdecydować się na leczenie. Boże, ale skąd brać na to siły, przecież to umiera mój syn!"

Nie pamiętają, żeby wtedy przespali choćby jedną noc spokojnie. Chodzili do poradni, a tam słyszeli: "Nie wolno wam się teraz załamać!" Andrzej zaczął kraść. Jego matka poszła do prokuratury i przez znajomą załatwiła przyspieszenie postępowania. Prokurator chciał poczekać, aż Andrzej popełni większe przestępstwo albo aż uzbiera się więcej drobnych. Policja zaczęła Andrzeja szukać. Zaczęły się przesłuchania.

Kiedy znajomi pytali - "Co słychać u syna?", odpowiadali - "Nie wiemy. Jest narkomanem. Nie mieszka z nami." Któregoś popołudnia zadzwonił telefon. Usłyszeli: "Kochani, jestem na odtruciu w szpitalu. Chcę się leczyć. Szukają mi tu miejsca w ośrodku. Przyjedźcie do mnie. Tęsknię za wami." Te słowa znaczyły, że mają za sobą pierwszy etap walki o życie syna. Początek długiej drogi. Prawda łączy się dla uzależnionych i ich rodzin z wielkim cierpieniem. Potrzeba ogromnej siły, wiary i pomocy z zewnątrz. Tak, to bardzo boli. Ale trwanie w kłamstwie oznacza śmierć.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group